Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ich Bin Nicht Ich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ich Bin Nicht Ich. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2015

3.ich Bin Nicht Ich

Publikuję Wam nowy odcinek. Krótki, ale dużo się w nim dzieje. Mam nadzieję, że się spodoba :*

Rozdział trzeci

Rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Nieprzytomny otworzyłem je z wielkim grymasem na twarzy. Gdy tylko zobaczyłem Adama stojącego w progu z nieśmiałym uśmiechem na twarzy, humor mi się zdecydowanie poprawił.

 -Cześć Adam - przywitałem się, ziewając - która jest godzina? - przetarłem pięścią zaspane oczy.
 -Już dziesiąta. Wybacz, nie chciałem Cię budzić - powiedział, wpatrując się w moją nagą klatkę piersiową. 
 -Nie przejmuj się - chwyciłem Adama za koszulę, wciągając jednocześnie do wnętrza mojego domu i przycisnąłem go lekko do ściany. Popatrzyłem w jego oczy.
Całowałem go delikatnie po szyi, tak ostrożnie, jakbym obchodził się z porcelanową lalką. Widziałem pożądanie w jego oczach, widziałem, że jeszcze mu mało. W pewnym momencie złapał mnie mocno za ramiona i brutalnie pchnął a kanapę.
 -Adam! - wrzasnąłem, odpychając od siebie chłopaka - to bolało! Zejdź ze mnie natychmiast! - zacząłem szarpać się, próbując zepchnąć z siebie Adama.
 -Billy, przecież podoba Ci się - złapał za moje nadgarstki, uniemożliwiając mi ucieczkę. 
 -Adam, proszę Cię! Ja nie chcę! - krzyczałem, aż zabrakło mi tchu. 
 -Nie wrzeszcz tak, Billy! - przejechał kziukiem po moich wargach.
 -Nie mów do mnie Billy, chory zboczeńcu!
 -I tak nikt Cię nie usłyszy - zakrył mi usta dłonią i zaczął pospiesznie rozbierać.

Wtedy zrozumiałem. Zrozumiałem, że byłem na przegranej pozycji. 
Zaczął dosłownie zdzierać ze mnie ubrania, byłem w szoku. Zaufałem mu, kochałem go. Dlaczego nie ma tutaj Toma, do jasnej cholery! Dlaczego ten pieprzony idiota musiał wyjechać? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego nie było go akurat wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem!?
Wyciągnął z kieszeni żel nawilżający. Popatrzyłem na niego zdębiały i przestraszony. On mnie...dotykał, pieścił, całował. Jego bliskość mnie drażniła, w tym momencie czułem ból, strach i ani trochę przyjemności. Wszedł we mnie powoli, ale pewnym ruchem. Bolało. Cholernie bolało! Ten człowiek w tym momencie myślał tylko o sobie. O tym, żeby było mu dobrze. W stosunku do mnie nie był ani trochę czuły, czy delikatny. Dopiero teraz przejrzałem na oczy. Wykorzystał mnie i zapewne planował to od samego początku, gdy tylko ujrzał mnie po raz pierwszy. Nie kochał mnie, a ja oddałem się temu związkowi całym sobą. 

***
 -Do zobaczenia później - zaśmiał się, wychodząc.
 -Pierdol się - odpowiedziałem, sapiąc po cichutku. 

Podniosłem się powoli, aby założyć spodnie, jednak po chwili znów opadłem bezwładnie na kanapę. Do oczu napłynęły mi łzy.
Byłem upokorzony, a ból czułem do tej pory. Chcę umrzeć.

Usłyszałem pukanie do drzwi. 

 -Nie... - jęknąłem, słysząc jak ktoś wchodzi do mojego domu. Zakryłem twarz dłońmi, jak małe dziecko - proszę, odejdź ode mnie. 
 -Bill? - znieruchomiałem, gdy usłyszałem ten męski, dość niski głos. Głos mojego brata.
 -Tom? - spojrzałem na jego zmartwioną minę - co... co Ty tu robisz?
 -Bill, przemyślałem wszystko i...
 -I postanowiłeś wrócić, tak? - przerwałem mu wściekły. Tom spuścił głowę. 
 -Teraz to nieważne - zbliżył się do mnie i zaczął głaskać mój policzek - jestem tutaj, razem z Tobą, Billy.
 -Przypomniało Ci się o mnie? - odwróciłem głowę, nie chcąc, żeby mnie dotykał. Westchnął.
 -Co się stało, Bill?
 -A co miałoby się stać?
 -Przecież widzę. Bałagan chyba sam się nie zrobił - spojrzał z pretensją na mnie - biłeś się z kimś?
 -Nie Twój pieprzony interes - dostrzegłem złość w jego oczach - nie było Cię tutaj ze mną. Gdybyś przyjechał pół godziny szybciej, Ty cwelu.
 -Powiedz mi, co się stało! - krzyknął, a ja rozpłakałem się - Bill!
 -Tom - złapałem go za koszulkę, przyciągając do siebie - zdajesz sobie, kurwa sprawę z tego, że nigdy Ci tego nie wybaczę i nigdy Ci ponownie nie zaufam? Jesteś dla mnie nikim. Już nic dla mnie nie znaczysz. Potrzebowałem Cię, a Ciebie nie było. Dla mnie możesz spierdalać do tej Norwegii i nigdy nie wracać.
 -Zaraz oszaleję! - walnął pięścią w stół, przewracając szklankę, która z hukiem rozbiła się o podłogę - ktoś Ci zrobił krzywdę? - spytał, zaciskając pięści. 
Jeżeli powiedziałbym mu o Adamie, byłby zdolny pójść do niego w tej chwili i bić go tak długo, aż go zabije.
 -Nie, Tom...
 -Powiedz, a oddam mu dziesięć razy mocniej! - wstał zdenerwowany.
 -Poczekaj - złapałem go za rękę - zostań przy mnie - próbowałem zatrzymać go przy sobie. 
 -To powiedz, co się stało.
 -Nic się nie stało. Szukałem czegoś i zrobiłem przy okazji bałagan.
 -Co robi tu Twoja koszulka? - spytał zerkając na nią.
 -Boże! - przewróciłem oczami - przecież wiesz, jaki jestem. Nie lubię sprzątać, a odkąd wyjechałeś zaniedbałem trochę chałupę.
 -Nie wierzę Ci - zmrużył oczy, przyglądając mi się badawczo. 
 -To masz problem - wzruszyłem ramionami - daj mi fajkę - rozkazałem, a on posłusznie dał mi papierosa i zapalniczkę. Zaciągnąłem się porządnie, lubiłem uczucie drapania w gardle. Miałem wrażenie, że wszystkich złych emocji, a przynajmniej ich większości pozbywam się razem z dymem - po co wyjechałeś, co? - spytałem tworząc chmurę dymu - albo inaczej, po co przyjechałeś?
 -Musiałem sobie wszystko przemyśleć - powiedział cicho.
 -Przemyślałeś?
 -Tak.
 -No proszę! I do jakiego doszedłeś wniosku?
 -Że Cię kocham. 
 -Doprawdy? Musiałeś wyjechać na miesiąc, żeby zrozumieć, że kochasz mnie, jak brata?
 -Musiałem wyjechać na miesiąc, żeby zrozumieć, że kocham Cię, ale nie jak brata.
 -Ale przecież twierdziłeś, że nie jesteś pedałem - oznajmiłem, przypominając sobie jego słowa. 
 -Bo tak myślałem, ale doszedłem do wniosku, że...
 -Że fajnie byłoby się mną zabawić - dokończyłem za niego. Pokręcił głową.
 -Że Cię kocham i nic tego nie zmieni, do jasnej cholery! 
 -I Ty myślisz, że się na to nabiorę? - uniosłem prawą brew.
 -Wiem, że potrzebujesz czasu, żeby mi wybaczyć, ale...
 -Wynoś się stąd - podniósł brwi ze zdziwienia - nie chcę Cię tu więcej widzieć. Zejdź mi z oczu.
 -Nie pytam Cię o zdanie.
 -Wyjdź! - krzyknąłem i podniosłem się, ale zaraz poczułem przeszywający ból. Zacisnąłem szczękę i odwróciłem się plecami do Toma.
 -Co jest? - zapytał zdziwiony i zaczął głaskać mnie po ramieniu.
 -Zostaw - jęknąłem - nie zbliżaj się - wzdrygnąłem się na jego dotyk i odsunąłem gwałtownie. 
 -Boli Cię tutaj? - zmartwiony znowu zaczął mnie dotykać po plecach i po rękach, myśląc, że mnie to boli.
 -Tom! Przestań! - wrzasnąłem i rozpłakałem się.
 -Ja... przepraszam - zaczął zdębiały, a ja zwinąłem się z jeden, duży kłębek - czy Ty się mnie boisz? - zmarszczył brwi.
Nie odpowiedziałem mu.
 -Bill? - odwrócił mnie w swoją stronę bardzo delikatnie.
 -Puść - mruknąłem, a łzy spływały mi po policzkach.

Tom westchnął i nie wiedząc, co ze mną zrobić, usiadł na fotelu, naprzeciwko mnie, wyjął komórkę z kieszeni, wybierając następnie numer i przyłożył słuchawkę do ucha.

 -Cześć mamo, jestem już w domu - przewróciłem oczami. Simone nigdy nie miała dla nas czasu i byłem pewien, że tym razem również go spławi. 
 -Tom, nie mogę teraz rozmawiać, pracuję.
 -A kiedy Ty nie pracujesz? - zapytał jeszcze bardziej wkurzony - kiedy ostatnio byłaś w domu? Kiedy ostatnio rozmawiałaś z Billem?
 -Nie teraz, Tom.
 -No ja jebię! Nie pokazuj się tutaj nigdy więcej, bo się wkurwię! - krzyknął i rozłączył się.

 -Bill - usiadł przy mnie i złapał moją dłoń - jestem przy Tobie, jesteś bezpieczny.

Niezależnie od tego, jak bardzo wściekły byłem na niego, potrzebowałem tych słów. Słów, które sprawiały, że czułem się bezpiecznie w ramionach mojego brata.

 -Idę spać - podparłem się na łokciach, żeby się odwrócić, ale zanim zdążyłem wykonać najmniejszy ruch, Tom podniósł mnie i zaniósł na górę.
 -Chodzić to ja jeszcze potrafię - przewróciłem oczami. Ułożył mnie na łóżku i okrył kołdrą, po samą szyję, po czym położył się obok mnie.
 -Kocham Cię - spojrzałem w jego oczy. Zaczął głaskać mnie po policzku. 
 -Ja Ciebie też, Tom - pocałował mnie w czoło, a po chwili oboje usnęliśmy w swoich objęciach. 



Obudziłem się rano, następnego dnia. Byłem cholernie głodny, w końcu nie jadłem nic od wczoraj, a w powietrzu unosił się zapach czegoś dobrego... Wstałem i jak zahipnotyzowany ruszyłem za zapachem, wydobywającym się z kuchni. Ujrzałem Toma, w samych bokserkach i fartuchu. Wybuchnąłem śmiechem.

 -Co Ci tak wesoło? - spojrzał na mnie, przestając na chwilę gotować.
 -Wyglądasz komicznie - przyłożyłem dłoń do ust, próbując powstrzymać śmiech.
 -Oj, daj spokój, Bill - przewrócił oczami - robię to dla Ciebie.
 -Dla mnie przebierasz się za kucharkę?
 -Wcale nie muszę dla Ciebie nic gotować - złożył ręce na piersi, obrażony.
 -Przecież Ty i tak prędzej spalisz całą kuchnię, niż cokolwiek ugotujesz - prychnąłem. 
 -Zrobiłem Ci tosty - pokazał mi talerz. Niby nic szczególnego, a miałem ochotę od razu je pożreć. Dosłownie.
 -Wow, naprawdę nie wiem, jak Ty tego dokonałeś, Tom - zacząłem się z niego nabijać - nawet tostera nie zepsułeś.
 -Jedz, nie marudź - Tom usiadł przy stole, naprzeciwko mnie. Zacząłem badawczo przyglądać się tostom.
 -Przecież Cię nie otruję - zaczął.
 -Pierwszy raz w życiu coś mi ugotowałeś - zmrużyłem oczy i popatrzyłem na Toma.
 -I to oznacza, że chcę Cię zabić?
 -Możliwe.
 -Dobrze wiesz, że jakbym chciał to zrobiłbym to od razu, bez bawienia się w gotowanie - zażartował - smakuje? -pokiwałem głową z pełną buzią. Nagle poczułem w kieszeni wibrujący telefon, numer nieznany.

 -Bill Kaulitz, słucham? - odebrałem.
 -Braciszek postanowił Ciebie odwiedzić? - zdębiałem, gdy usłyszałem głos Adama. 
 -Skąd to wiesz? - wyszedłem z kuchni i zamknąłem się na górze, w łazience. 
 -Przecież widzę.
 -Zadzwonię na policję! - zagroziłem mu, wściekły - nie zbliżaj się już do mnie, ani do mojej rodziny, bo Cię zabiję.
 -Jeśli nie chcesz, żeby coś stało się Twojemu bratu, to przyjdź do mnie, teraz - po moim ciele przeszedł lodowaty dreszcz. 

Rozłączyłem się i pobiegłem na dół.

 -Wychodzę! - krzyknąłem do Toma, w biegu i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

Niepewnie zapukałem do drzwi Adama. Po chwili brunet otworzył je i mnie objął.

 -Rób, co każę. Tom pewnie nas obserwuje - szepnął mi wprost do ucha, drażniąc mnie. 

Adam pociągnął mnie za rękę do wnętrza swojego domu. Zaprowadził mnie do sypialni, gdzie stało czterech chłopaków, którzy patrzyli na mnie z pogardą.

 -To Andre - wskazał na najsilniejszego.

Andre zmierzył mnie wzrokiem i zaśmiał się.

 -To jest chłopak? - zaśmiał się - to zwykła szmata!

Zacisnąłem pięści.

 -A jaka groźna na dodatek - każdy zaczął się śmiać.
 -To moi koledzy. Od dziś masz robić to, co Ci każę. Jeśli nie, oni zajmą się najpierw Tomem, a później Tobą. Zrozumiałeś wszystko?

Zacząłem płakać, nie ukrywałem tego, choć wszyscy dookoła się ze mnie śmiali.

 -Możecie ze mną robić, co chcecie, ale proszę, zostawcie Toma - padłem na kolana i z żalem zacząłem ich błagać.
 -Spróbuj tylko komuś coś powiedzieć, a nie poznasz swojego brata - rzucił Andre szarpiąc mnie za skórzaną kurtkę.
 -Masz się zachowywać, jakbyśmy dalej byli razem. Przyjdź do mnie jutro o dwudziestej - podszedł do mnie i wpił się w moje usta. Miałem ochotę go teraz walnąć, ale nie sprzeciwiłem się, bo dobrze znałem konsekwencje. Po pocałunku szybkim krokiem opuściłem jego apartament i ruszyłem w stronę swojego.
 -To był Twój chłopak? - jak tylko otworzyłem drzwi Tom mnie dopadł.

Zachwiałem się. 

 -Co Ci jest? Bill?
 -Tom, ratuj mnie - opadłem bezwładnie w jego ramiona i zasłabłem. 

 -Bill, obudź się! - krzyczał przerażony Tom - podniósł brata i zaniósł do samochodu, po czym najszybciej, jak się da zawiózł na pogotowie. 
Czekając na jakikolwiek znak od lekarza w między czasie próbował dodzwonić się do matki, która jak zwykle nie odbierała.


C.D.N.


piątek, 1 maja 2015

2.Ich Bin Nicht Ich

Hejka! Cieszę się, że powoli Was tu przybywa. Emocje z koncertu powoli opadają, więc mogę się zająć blogiem. Miłego czytania i pozdrawiam :)

Rozdział drugi

Przez cały dzień zastanawiałem się, gdzie poszedł Tom, przez co wieczorem nie mogłem usnąć. 
Było grubo po północy, a ja siedziałem na łóżku i trzymałem w ręku komórkę, bo co dosłownie kilka minut dzwoniłem do Toma, który oczywiście nie odbierał. Nagle usłyszałem, jak ktoś wchodzi po schodach, a po chwili do naszego pokoju wparował Tom, który ledwo trzymał się na nogach.

 -Gdzie Ty byłeś?! - podszedłem do niego i zacząłem krzyczeć zdenerwowany.
 -Spokojnie, braciszku - wybełkotał.
 -Tom, jesteś pijany! 
 -Jaki tam pijany od razu - zaśmiał się.

Zbliżył się do mnie, zajechało porządnie alkoholem, na co skrzywiłem się i jednocześnie odsunąłem od niego.

 -Co jest? Już mnie nie kochasz? 
 -Czuć od Ciebie alkohol na kilometr! - krzyczałem - idź spać, jutro Ci nie odpuszczę, bo widzę, że w takim stanie długo nie pogadamy.
 -Chodź się położyć ze mną - złapał mnie za przedramiona, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo był niedelikatny i jak bardzo mnie to zabolało.
 -To boli, puść.

Wyrwałem mu się z uścisku i uderzyłem w policzek, na co rzucił we mnie morderczym spojrzeniem, aż mnie ciarki przeszły. Położył się na swoim łóżku i od razu zasnął, a ja rozbierając go westchnąłem ciężko. Co się dzieje z moim Tomem? Przykryłem go kołdrą i pocałowałem w policzek, na dobranoc.

Obudziłem się rano z ogromnym bólem głowy, zerknąłem na Toma, który oczywiście spał, jak zabity i zszedłem na dół zastając w kuchni moją mamę.

 -Dzień dobry, a gdzie Tom? - zdziwiła się.
 -Jeszcze śpi - odpowiedziałem i przetarłem oczy dłońmi.
 -Tak długo? 
 -Źle się wczoraj czuł - westchnąłem, kłamiąc. Mimo, że byłem na Toma wściekły i czekała nas jeszcze długa rozmowa, nie powiedziałem mamie prawdy. Z resztą u nas w rodzinie zawsze było tak, że gdy jeden coś zrobił, konsekwencje ponosił również ten drugi.
 -Lepiej pójdę sprawdzić, co mu dolega - wstałem od razu i zagrodziłem jej drogę.
 -Nie! To znaczy... Myślę, że Tom potrzebuje teraz trochę ciszy i spokoju - matka spojrzała na mnie zdziwiona.
 -W takim razie zajrzę do niego później.
 -A co Ty się nagle taka opiekuńcza zrobiłaś? - uniosłem prawą brew.
 -Bill, przestań w końcu - przewróciła oczami.
 -Co mam przestać?
 -Za każdym razem, gdy wracam do domu ciągle się mnie czepiasz i wytykasz mi moje błędy.
 -Które nadal popełniasz - stwierdziłem - chcesz być pomocna, to daj mi butelkę wody i dwie tabletki przeciwbólowe.

Zjadłem tabletki i przyssałem się do butelki gasząc moje pragnienie. 
Po śniadaniu wróciłem do swojego pokoju. Ciągle tylko czekałem, aż Tom się obudzi, bo czekała nad długa rozmowa. Po dwóch godzinach w końcu się doczekałem.
Wstał powoli, przetarł twarz dłońmi i złapał się za głowę, która go pewnie teraz cholernie bolała.

 -Dzień dobry, Tom - usiadłem obok niego, na łóżku. Już wiedział, co go czeka.
 -Czego ode mnie chcesz? - jęknął.
 -Chcę wiedzieć, gdzie wczoraj byłeś i co robiłeś, do jasnej cholery, martwiłem się o Ciebie przez cały dzień, nie odbierałeś i wróciłeś do domu o czwartej w nocy, narąbany. Już dawno nie widziałem Cię w takim stanie.
 -Byłem w klubie, dasz mi już spokój?
 -Z kim?
 -A jak myślisz? Z Georgem i Gustavem.
 -Beze mnie? - zapytałem zdziwiony.
 -Tak, bez Ciebie. Przez Ciebie w zespole są same kłótnie. Zawsze masz jakiś pieprzony problem, a my się chcieliśmy trochę wyluzować - oznajmił i przez resztę dnia unikał mnie.

Nazajutrz kazałem przyjść chłopakom do kawiarni.

 -Przejdźmy do konkretów, chcę mieć to już za sobą - zaczął Tom.
 -Jako, iż według Was jestem udręką w tym zespole, stwarzam problemy i zawsze się kłócę, nawet, gdy nie mam racji...
 -Bill, to nie tak - przerwał mi Georg.
 -Daj mi skończyć - podniosłem rękę, żeby milczał - postanowiłem opuścić zespół.
Chłopaki spojrzeli na mnie, jak na jakiegoś idiotę.

 -Jak to? Żartujesz sobie teraz? Odchodzisz tylko dlatego, że raz poszliśmy do klubu bez Ciebie? - krzyknął Tom.
 -Nie, Tom. Mówię całkiem poważnie. Na co Wam jestem potrzebny? W trójkę świetnie się dogadujecie i na pewno poradzicie sobie beze mnie. Znajdziecie lepszego wokalistę, z pewnością nie będzie taki zarozumiały i problematyczny, jak ja. A! No i z pewnością nie będzie wyglądał, jak pedał - spojrzałem na Toma wymownie.

Wstałem i wyszedłem z kawiarni zostawiając brata i przyjaciół samych. Udałem się na długi spacer i wróciłem dopiero po kilku godzinach.
Gdy tylko wszedłem do domu dopadł mnie starszy brat.

 -Co Ty odpierdalasz? - podniósł głos.
 -Nie krzycz.
 -Nie wkurwiaj mnie jeszcze bardziej, Bill.
 -To moja decyzja, uszanuj to.
 -Wiedz wtedy, że ja też odchodzę z zespołu - powiedział stanowczo.
 -A co z Gustavem i Georgem?
 -Już o wszystkim wiedzą. Po tym, jak wyszedłeś powiedziałem im, że jak Ty odchodzisz, to ja również. Wybiegłem za Tobą, ale nawet nie wiedziałem, gdzie mam Cię szukać i wróciłem do domu.
 -Nie możesz!
 -Jeszcze dziś, wieczorem wyjeżdżam do taty do Norwegii - spojrzałem na niego - to jest właśnie moja decyzja i też musisz to uszanować.
 -Proszę, nie rób tego - mocno przytuliłem Toma, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nie sądziłem, że przez zwykłą kłótnię nasz zespół się rozwiąże, a tym bardziej, że Tom, bez którego nie potrafię normalnie żyć zostawi mnie tutaj samego.
 -Jeszcze kilka dni temu mówiłeś, że jesteś dorosły i, że mnie nie potrzebujesz. Masz już dziewiętnaście lat, nie zachowuj się, jak dziecko - odsunął się ode mnie.
 -Bo byłem na Ciebie zły. Tom, nie zostawiaj mnie samego. Potrzebuję Cię.
 -Przecież dasz sobie radę. Jutro wyjeżdżam - oznajmił i odszedł ode mnie udając się do naszego pokoju.

 -Bill tak strasznie to przeżywa - Simone złapała Toma za ramię.
 -A co Ciebie to obchodzi? - powiedział spokojnie, dalej się pakując.
 -Przemyśl to sobie.
 -Myślałem już wcześniej o wyjeździe.
 -Co Cię do tego skłoniło? Nie rozumiem.
 -Bill, trochę Ty i jego chore postępowania. 
 -To normalne, że rodzeństwo się kłóci. Zawsze godziliście się po kilku godzinach, tym razem będzie tak samo.
 -Nie, mamo. Tu chodzi o coś poważniejszego. Coś, czym nie chciałbym Ci zawracać głowy. 
 -Jesteś pewien, że chcesz wyjechać? - westchnęła.
 -Tak - odpowiedział bez głębszego zastanowienia. 

Był już wieczór, wszyscy stali przed drzwiami.

 -Chyba czas się pożegnać - powiedział i spojrzał na mnie. Zbliżyłem się do niego i spojrzałem mu w oczy.
-Już nigdy Ci tego nie wybaczę, Tom - oznajmiłem i pobiegłem do pokoju wpadając w straszliwą histerię.


[Tydzień później]

Nagle zadzwonił telefon przerywając posiłek Simone. Popatrzyła na ekran i odebrała.
 -Kto dzwoni? - spojrzałem na nią domyślając się oczywiście, że to mój kochany braciszek.
Simone nie odpowiadając mi wstała od stołu i przepraszając mnie udała się do innego pokoju.
Po dziesięciu minutach wróciła.
 -Kto dzwonił? - ponowiłem pytanie.
 -Tom, pytał, jak się czujesz.
 -Świetnie! Wspaniale wręcz! - powiedziałem z irytacją. 
 -Bill - wstała i wyciągnęła rękę, aby pogładzić mnie po ramieniu, jednak odsunąłem się. 
 -Dajcie mi już spokój - powiedziałem i udałem się do swojego pokoju.

***
Minął już miesiąc, odkąd Tom wyjechał. Mimo, że Tom wiele razy próbował się skontaktować z młodszym bratem, ten nie odpierał i nie odpisywał na wiadomości. Nie przebaczył mu i nadal był wściekły i pełen żalu.
Wieczorem, kiedy próbował się zrelaksować w ciszy i samotności usłyszał głośną muzykę dobiegającą z domu obok. Zezłoszczony Bill postanowił opieprzyć sąsiadów. Dopiero po chwili zorientował się, że ten dom niedawno był jeszcze na sprzedaż, czyli mieszka w nim ktoś nowy, kogo on jeszcze nie zna i w sumie nawet nie chciał poznawać. 

Walnął w drzwi kilka razy ze złością. Po 2 minutach wyszedł z niego szczupły, przystojny blondyn, który był wyższy od Billa o kilka cm. Miał błękitne oczy i był ubrany w czarne rurki i skórzaną kurtkę.
 -Hej, mam na imię Adam - wyciągnął rękę do Billa w celu przywitania się i na jego twarzy zagościł sympatyczny uśmiech.
 -Bill. Możecie to ściszyć? - spytał z grymasem na twarzy.
 -Spokojnie. Może chcesz wejść do środka i się trochę napić?
 -Chcę mieć święty spokój, ok? Nie przyszedłem tu, żeby się nachlać - powiedział unosząc głos.
 -Nikt Cię do tego nie zmusza - zaśmiał się - może jednak wejdziesz? -wskazał ręką wnętrze swojego domu.
Bill się w końcu przełamał. W sumie impreza nawet mu się podobała. Skusił się na kilka drinków, aby się trochę wyluzować i cały czas rozmawiał z nowym sąsiadem. Miał wrażenie, że przez te kilka godzin się zaprzyjaźnili. Czuł, że może mu zaufać.

 -Skąd pochodzisz, Adam?
 -Z Polski. Macie tam bardzo dużo fanów.
 -Chyba mieliśmy - westchnął brunet. 
 -Jak to się w ogóle stało? Jeszcze miesiąc temu mieliście koncert w Warszawie - blondyn zauważył, że Bill nie jest chętny do odpowiedzi - Jeśli nie chcesz, to nie mów - ale uwierz, że fani na Was czekają i nadal są z Wami.
Bill kochał swoich fanów. Zawsze mówił, że są niezwykli i niepowtarzalni i strasznie za nimi tęsknił.

Bill wrócił do domu późno w nocy. Nie musiał się dziś przejmować, że mama będzie miała do niego pretensje, ponieważ rzadko kiedy była w domu i często musiała pracować w nocy. Podczas imprezy wymienił się numerem z Adamem i zanim jeszcze poszedł spać dostał sms-a :
ADAM
Mam nadzieję, że jutro znów mnie odwiedzisz. Śpij dobrze.
Bill przeczytał wiadomość i uśmiechnął się sam do siebie.

Nazajutrz wstał wcześnie rano. Przetarł oczy i udał się do kuchni. Kiedy otworzył lodówkę stwierdził, że nic konkretnego w niej nie ma, więc był zmuszony wyjść z domu, aby udać się do sklepu. Po drodze natknął się na Adama.
 -Cześć Bill.
 -Hej - przywitał się.
 -Gdzie idziesz?
 -Do sklepu. Nie ma jedzenia w domu i muszę coś kupić - na jego twarzy pojawił się grymas.
 -O, też się akurat wybieram do sklepu. Po wczorajszej imprezie pozostała tylko pustka w lodówce -zaśmiał się -pójdziemy razem? Wiesz, nie bardzo się jeszcze orientuję w terenie.
 -Czemu nie - odwzajemniłem uśmiech.

 -Będziesz dziś miał jakiegoś gościa? - spytałem obserwując Adama, który właśnie kupował czerwone wino.
 -Tak, Ciebie.
 -Adam - uśmiechnąłem się. 
 -Żaden Adam!
 -Wiesz co. W sumie i tak nie miałbym co robić sam w domu -mrugnąłem zalotnie.

***
Spojrzałem mu w oczy popijając jednocześnie wino. W pewnym momencie Adam wpił się zachłannie w moje usta, odwzajemnił pocałunek. Adama znałem cholernie krótko, ale czułem, że mogę mu zaufać i od tamtej pory zostaliśmy parą. Po kilku godzinach stwierdziłem, że muszę już wracać do domu.
 -Jest już późno, lepiej, żebym już wrócił do domu. Wpadnij do mnie jutro - pocałowałem Adama na pożegnanie i wróciłem do domu.
Nagle poczułem wibrujący telefon w kieszeni. Najpierw myślałem, że to Adam, ale gdy spojrzałem na wyświetlacz zobaczyłem, że to Tom.
 -Chciałem spytać jak się masz? - zaczął.
 -Zajebiście! Mam nowego chłopaka i jestem szczęśliwy, wiesz?
Tom z niedowierzania aż się zakrztusił.
 -No Ty sobie chyba żartujesz?!
 -Nie, kurwa. Jestem poważny, jak nigdy dotąd.
Tom zaniemówił.
 -Bill...
 -Spierdalaj. Ciesz się, że w ogóle od Ciebie odebrałem. Zostawiłeś mnie i teraz zajmij się swoimi sprawami. Nie chcę mieć z Tobą nic do czynienia.

Tom jeszcze chciał coś powiedzieć, ale Bill rozłączył się.
Dredziarz z wściekłości walnął pięścią w stół przy którym siedział. Cholernie go to zabolało, ale jeszcze bardziej zabolał go fakt, że Bill sobie kogoś znalazł. Ale dlaczego aż tak go to dotknęło? 

C.D.N.

niedziela, 19 kwietnia 2015

1. Ich Bin Nicht Ich

A o to i pierwszy odcinek. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Zostawcie po sobie, proszę jakiś ślad, żebym wiedziała, czy pisać dalej, czy raczej wybić to sobie z głowy. Miłego czytania ;)

Rozdział pierwszy

Dziś obudziłem się dość wcześnie rano, a to za sprawą budzika, który o dziwo nie obudził dziś Toma. Czeka nas pracowity dzień, mamy dzisiaj koncert, a ja muszę wyglądać lepiej, niż zwykle, dlatego jestem zmuszony wstawać o tak kosmicznych porach, kiedy reszta jeszcze śpi i nie martwi się o to, czy wyjdą im paznokcie i czy zdążą się pomalować i zrobić sobie idealną fryzurę. Oni twierdzą, że to nie powinien być problem facetów, a co oni tam wiedzą! Wstałem i przeciągnąłem się leniwie spoglądając na Toma u mego boku. Uśmiechnąłem się, jak zobaczyłem kilkanaście pustych paczek po chrupkach i pudełek po pizzy porozrzucanych po podłodze i dwa puste kieliszki po winie na stoliku, w naszym pokoju hotelowym. Wczoraj postanowiliśmy zrobić sobie maraton filmowy i przy okazji trochę wypić, tym razem naprawdę trochę, tylko po lampce czerwonego, najdroższego wina. Tom nie ma mocnej głowy do alkoholu i uparł się wczoraj, że będzie spał ze mną, bo boi się spać sam po tych wszystkich horrorach i obawia się, że pożre go potwór z szafy. W sumie nie było to nic dziwnego w naszym przypadku, często prosiłem go o to, żeby był przy mnie, kiedy tego potrzebowałem. Spojrzałem na Toma i pogłaskałem go po twarzy, a on jak na komendę obudził się i podparł na łokciach.

 -Co jest? - spytał zaspany.
 -Wybacz, nie chciałem Cię obudzić. Tak słodko wyglądasz, gdy śpisz.
 -Która godzina? - spytał ziewając.
 -Piąta.
 -Tak wcześnie? - jęknął zakrywając twarz poduszką.
 -Wiesz, ile czasu potrzebuję, żaby zrobić sobie perfekcyjne smokey eyes? - spojrzał na mnie z politowaniem. 
 -Wyglądasz lepiej bez tych wszystkich kosmetyków. W makijażu wyglądasz, jak kobieta.
 -Nie obchodzi mnie, że do kogoś nie dociera, że jestem mężczyzną. 
 -Prawdziwy facet nie powinien wydawać tyle kasy na kosmetyki i cotygodniowy manicure.
 -Paznokcie! Tom, przestań mnie zagadywać, do jasnej cholery! Przez Ciebie się nie wyrobię! - westchnął i okrył się kołdrą.

Miałem już dosyć ukrywania tego, co czuję do Toma. Zamierzałem mu powiedzieć, ale za każdym razem, jak już miałem to zrobić to dosłownie strach mnie zżerał. Strach, że mnie odrzuci, wyśmieje, a potem zostawi i nigdy nie wróci. Tak więc starałem się dzisiaj skupić na koncercie.
Poszedłem do łazienki, umyłem się, zrobiłem znakomity makijaż i ułożyłem fryzurę. Tom wszedł do łazienki zaraz po mnie. Później razem zeszliśmy na stołówkę, na śniadanie. Przy stole siedzieli już chłopaki.

 -Dzień dobry - przywitałem się z wielkim bananem na twarzy na widok pyszności na stole.

 -Dzień dobry - odpowiedzieli jednocześnie - jak się czujecie po wczorajszym wieczorze? 
 -A jak mamy się czuć? Wypiliśmy tylko po jednym kieliszku.
 -To nie możliwe - parsknął śmiechem Georg.
 -Powiedział pijak! - zażartowałem i pokazałem mu język.
 -Wy nie potraficie się dobrze bawić bez alkoholu - stwierdził.
 -Ja potrafię, problem w tym, że Tomi ma słabą głowę do alkoholu i... - chciałem opowiedzieć im wczorajszą historię, ale Tom zakrył mi usta ręką.
 -Siedź cicho! - szarpałem się, ale nie dał za wygraną - zaraz zacznę Cię łaskotać! - powiedział i zaczął mnie drażnić, a ja błagalnym głosem prosiłem, by przestał, jednak nic nawet nie zrozumiał.
 -Zachowujecie się, jak dzieci - stwierdził Gustav.
 -Toom! - ugryzłem go, a on jęknął z bólu i w końcu wypuścił mnie ze swojego objęcia - tak więc Tom po wczorajszych horrorach bał się spać sam i powiedział, że usłyszał coś w szafie i, że zaraz jakiś potwór przyjdzie go zjeść - chłopaki parsknęli śmiechem.
 -Ja pieprzę, Tom! Zaczynam wątpić w to, że wypiłeś tylko jeden kieliszek - powiedział Geo nadal się śmiejąc.
 -Rzeczywiście bardzo zabawne - powiedział ironicznie obrażony Tom.

Po śniadaniu udaliśmy się do tourbusu i pojechaliśmy zagrać koncert. Mimo stresu wszystko szło po naszej myśli. 
Wróciliśmy wieczorem bardzo zmęczeni, więc każdy udał się do swojego pokoju hotelowego. Usiadłem z Tomem na kanapie i włączyłem coś w tv. Obserwowałem go, aż po jakimś czasie w końcu to zauważył.

 -Tom? - położyłem głowę na jego ramieniu.
 -Hm? 
 -Kochasz mnie? - popatrzyłem na niego.
 -To chyba oczywiste, a dlaczego pytasz?
 -A jak bardzo?
 -Bardzo.
 -Bardzo, bardzo?
 -Bardzo, bardzo, jak bliźniaka.
 -Mhm. - znów położyłem się na nim i zacząłem ponownie gapić się bezsensownie na głupie kanały w telewizji.
Było już późno, więc zaraz poszliśmy spać.
Rano, o 6.00 obudził mnie Tom. Byłem pełen energii, co bardzo rzadko się zdarza. Wykonałem poranną toaletę i gdy wychodziłem z łazienki zerknąłem na siedzącego na łóżku Toma. Podszedłem do niego i spojrzałem mu w oczy.

 -Tom, muszę Ci coś powiedzieć.
 -Co jest? 
 -Kocham Cię - serce zaczęło mi walić, jednak ulżyłem sobie w końcu mówiąc prawdę.
 -Wiem, ja Ciebie też - uśmiechnął się.
 -Nie jak brata - sprostowałem.

Tom patrzył przez chwilę na mnie i nad czymś głęboko się zastanawiał.

 -Źle się czujesz? Ćpałeś coś dzisiaj, czy co? - przyłożył rękę do mojego czoła. 
 -Mówię na poważnie - odepchnąłem go od siebie.
 -Bill, co Ty pierdolisz?
 -Prawdę! A Ty tego do mnie nie czujesz?
 -Jakoś nie, wiesz! - wyciągnął z szuflady paczkę fajek i odpalił jedną zaciągając się dymem.
 -Czemu się zdenerwowałeś?

Prychnął.

 -Mój bliźniak właśnie oznajmił mi, że mnie kocha - powiedział chyba sam do siebie, jakby nie mógł w to uwierzyć.
 -I ten bliźniak wie, że Ty też go kochasz.
 -Odwaliło Ci do reszty, czy sobie żarty robisz? - zmarszczył brwi i spojrzał na mnie. Zabrałem mu papierosa i zaciągnąłem się nim. Uśmiechnąłem się. 
 -Kochasz mnie? - zapytałem.
 -To jasne, że kocham. Ale nie w ten sposób, do jasnej cholery!
 -Nie denerwuj się tak, Tomi.
 -Zwariowałeś? - spojrzał na mnie, jak na idiotę, marszcząc przy tym brwi.
 -Z miłości.
 -Czy Ty siebie słyszysz? Ogarnij się. Masz godzinę na spakowanie się, idę do Georga, przyjdź po mnie, jak już skończysz - odwrócił się na pięcie i wyszedł.

Jego słowa mnie zabolały, właśnie tego się obawiałem, zanim wyznałem mu miłość, ale postanowiłem, że nie poddam się, Tom jest moim bliźniakiem i ma takie same myśli, jak ja. Dam mu czas na przemyślenie tego, ale później nie będzie już odwrotu. Zdenerwował się, bo czuje do mnie dokładnie to samo, ale nie chce się do tego przyznać. 
Za czterdzieści minut byłem już spakowany. Nie zamierzałem nawet iść po brata, po prostu wziąłem walizki i zszedłem na dół, po drodze łamiąc paznokieć, po prostu super.
Na chłopaków czekałem w busie, po około pięciu minutach doszli do mnie.

 -Miałeś po mnie przyjść - odparł Tom siadając obok mnie.

 -Jakoś dałem sobie radę - złożyłem ręce na piersi.

Tom podniósł brwi i głęboko westchnął.

 -Teraz będziesz fochy strzelał?
 -Tak - posłałem mu mordercze spojrzenie.
 -Świetnie, w takim razie możesz się do mnie nie odzywać. Jesteś jakiś pojebany, naprawdę myślałeś, że ja...

Nie chciało mi się tego dalej słuchać. Wstałem i wyszedłem z busa. Gdy znalazłem się za jakimiś budynkami Tom nagle pojawił się, złapał moje nadgarstki i przycisnął do ściany.

 -Tom, puszczaj mnie natychmiast, Ty idioto - krzyczałem i szarpałem się.

 -Zrozum to wreszcie, to nie miałoby przyszłości. Brat z bratem? To jest chore, Bill. Nie chcę więcej o tym słyszeć.
 -Co Cię powstrzymuje?
 -Moralność?

Prychnąłem.

 -Tylko to?
 -Wolę kobiety. Wystarczająco powodów?

Po moich policzkach zaczęły spływać słone krople. Starałem się być twardym, ale czułem się zbyt zażenowany i przygnębiony, by dalej udawać, że jego słowa spłynęły po mnie, jak po kaczce. Tom spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował w policzek.

 -Wracajmy już, tylko proszę Cię, nie wracajmy do tego tematu już nigdy - powiedział po cichu i ruszył pociągając mnie lekko za sobą.

 -Wszystko w porządku? - spytał Georg, jak już byliśmy w tourbusie.
 -Daj mu spokój - Tom odpowiedział za mnie.
 -Co z nimi? Obrażeni na nas, czy na siebie?
 -Nie mów, że nie przywykłeś do ich kłótni - prychnął Gustav - gdy oni się kłócą, kłóci się też cały zespół.
  
Gdy byliśmy już na miejscu Tom mnie obudził. Georg i Gustav wysiedli wcześniej, czego nie zauważyłem, bo po prostu usnąłem.

 -Bill, wstawaj, jesteśmy już w domu - mówił po cichu Tom łagodnie mnie budząc i gładząc po ramieniu.

Otworzyłem powoli oczy i odsunąłem się od brata.

 -Co jest? - uniósł brwi.
 -Nie odzywaj się do mnie - nakazałem.
 -A to jest zakazane? Nie mogę się już nawet odezwać do mojego brata? 

Wzruszyłem ramionami i wymijając dredziarza wziąłem się za walizki. Sprawiło mi to nie mały problem, były cholernie ciężkie, i wydawały się być większe, ode mnie. Próbowałem udawać, że świetnie sobie radzę, co mi raczej nie wyszło, ponieważ w pewnym momencie potknąłem się o jedną i upadłem prosto na tyłek.

 -Daj to - Tom podszedł do mnie i zabrał ode mnie bagaż.
 -Sam sobie dam radę! - tupnąłem nogą, jak małe dziecko.
 -Nie kłóć się ze mną i biegnij do domu. Z tego, co widzę to pada, a nie chcesz chyba zmoknąć i zepsuć tej swojej idealnej fryzurki, co? 
 -Nie traktuj mnie, jak dziecko, Tom. Będę robił, co mi się podoba!

Tom uśmiechnął się.

 -Ale starszy jestem ja.
 -Nie potrzebuję Cię - odwróciłem się na pięcie i odszedłem.

Tom cicho westchnął, a ja wyszedłem z tourbusa i zerknąłem na zegarek, dopiero osiemnasta, postanowiłem jeszcze skoczyć po alkohol i fajki.

****
Przekręciłem klamkę i wszedłem do domu. Tom siedział na kanapie i oglądał coś w telewizji. Odchylił głowę i spojrzał na mnie.

 -Dlaczego nie powiedziałeś mi, że wychodzisz? - spytał od razu. 

Wzruszyłem ramionami i ruszyłem do swojego pokoju, kiedy Tom mnie zatrzymał i zagrodził mi drogę.

 -Rozmawiam z Tobą jeszcze.
 -Może dlatego, że jestem dorosły i mogę sobie wychodzić, kiedy mi się tylko podoba i nie muszę pytać Cię o zgodę?
 -Ale wypadałoby mnie o tym poinformować.
 -A obchodzę Cię chociaż trochę?
 -No z tego co wiem, to jesteś moim bratem i...
 -Gratuluję inteligencji - przerwałem bratu.
 -Obchodzisz mnie, nawet bardziej, niż Ci się zdaje. Przestań się już na mnie złościć. Nie możemy żyć, tak jak dawniej? 
 -Tak, jak dawniej, czyli? - zmarszczyłem brwi. 
 -Jak bracia, zwykłe rodzeństwo, rozumiesz?

Zbliżyłem się do Toma, który zaczął się powoli cofać, ale na jego nieszczęście za nami była ściana.

 -Co Ty robisz? - zrobił wielkie oczy.
 -Przecież Ci się podoba - odpowiedziałem.

Przejechałem palcem wskazującym po całym jego torsie zniżając się coraz niżej. Widziałem, że sprawiam mu przyjemność, a to dało mi satysfakcję. Zdjąłem z niego koszulkę i rzuciłem gdzieś w kąt. Spragnieni siebie powędrowaliśmy na górę, do naszego pokoju. Popchnąłem niecierpliwie Toma na moje łóżko, położyłem się na nim i zacząłem całować, zaczynając od lekkich muśnięć, kończąc na namiętnych pocałunkach. Pozbyłem się spodni Toma rzucając je na podłogę, obserwując cały czas jego reakcję. Wziąłem do ręki jego członka, na co aż się wzdrygnął i zacząłem pospiesznie go masturbować. Na początku był spięty, ale z czasem się przyzwyczaił i dał ponieść się przyjemności. Gdy doszedł, jęcząc cichutko, położyłem się na nim tuląc mocno, a on powoli dochodząc do siebie, oddychając jeszcze głośno i szybko, pocałował mnie w czoło. Zmęczeni po całym dniu usnęliśmy w swoich objęciach.

 -Halo, chłopcy? - usłyszałem wchodzącą po schodach mamę i zacząłem szturchać Toma, który przewrócił się na drugi bok. Mama była już coraz bliżej, a ja nawet nie byłem w stanie go obudzić. Bez zastanowienia zrzuciłem go z łóżka.
Tom runął na podłogę i zaczął rozmasowywać bolącą kostkę, ja natomiast leżałem podparty na łokciach z otwartymi szeroko oczami. Zapomnieliśmy, że miała dzisiaj wrócić.
 -Co to jest? - spytała pokazując moją siatkę z alkoholem. Nawet się z nami nie przywitała i zaczęła robić aferę, cała Simone.
 -Whiskey, nie widzisz? - odpowiedziałem.
 -Aż tyle?
 -Georg i Gustav mieli do nas przyjść, ale coś im wypadło - skłamałem, bo tak naprawdę miałem wczoraj ochotę porządnie się upić i obejrzeć jakiś dobry film, żeby zapomnieć o Tomie.
 -Tom, dlaczego leżysz na podłodze? - zapytała, jakby dopiero teraz to zauważyła.
 -Chyba lunatykowałem w nocy - podrapał się po czole, a ja odwróciłem głowę ledwo powstrzymując się od śmiechu - ale śmieszne - uderzył mnie pięścią w ramię.

Simone westchnęła i wyszła z pokoju.
Wyciągnąłem otwieracz do butelek z szuflady i otworzyłem whiskey, po czy wziąłem łyk napoju.

 -Oszalałeś? - podszedł do mnie i zabrał mi butelkę.
 -O co Ci chodzi? Oddaj - wyciągnąłem rękę w jego stronę czekając, aż odda mi butelkę.
 -Tak z rana, debilu? - cofnął się i schował ją za plecami.
 -Oj Tomi, wyluzuj trochę - zbliżyłem się do niego.
 -Odejdź ode mnie - skrzywił się.
 -Jeszcze wczoraj byłeś taki podniecony.
 -Przestań, to co się wczoraj stało nie powinno się w ogóle wydarzyć! To był pierwszy i ostatni raz - oznajmił stanowczo.
 -Ale Ci się przecież podobało! W czym widzisz problem?
 -Pomyślmy - udał zamyślonego - może w tym, że jesteś moim pieprzonym bratem, hm? - teraz to Tom wziął porządnego łyka alkoholu.
 -Tak z rana debilu? - odgryzłem się.
 -Widzisz, do czego mnie doprowadzasz? - zwalił winę na mnie, a ja przewróciłem oczami.
 -Gdybyś nie chciał, to byś się bronił, przecież jesteś silniejszy ode mnie - wzruszyłem ramionami.
 -I czasem żałuję, że tego nie wykorzystuję - burknął pod nosem.
 -Nienawidzę Cię.

Tom podszedł do mnie i złapał mocno za nadgarstki przyciskając do ściany. Uśmiechnąłem się tylko i podnosząc jedną brew spojrzałem mu z oczy.

 -Nie mów tak nigdy więcej.
 -Bo co mi zrobisz? Pobijesz mnie? - prychnąłem.
 -Nigdy nie podniósłbym na Ciebie ręki, chodź czasami naprawdę mam na to ochotę - wyszczerzył się.
 -Na co masz jeszcze ochotę? - mrugnąłem zalotnie oplatając ręce na jego szyi.
 -Na pewno nie na to, co Ty. 
 -Ale o czym Ty mówisz? - spytałem głupio, chociaż oboje wiedzieliśmy, co mi chodziło po głowie.
 -Dobrze wiesz, o czym. Bill, to kazirodztwo, zdajesz sobie z tego sprawę?
 -Ale kogo to obchodzi? To będzie nasza tajemnica.
 -Jak Ty to sobie wyobrażasz, Bill? Seks z własnym bratem?
 -Przecież dzieci z tego nie będzie - pokręciłem głową ze zdumienia - a jakbyś chociaż na chwilę zapomniał, że jestem Twoim bratem?
 -Ja nie jestem gejem, Bill.
 -Jak nie? - zdziwiłem się - jednak w jakiś sposób Cię pociągam, sądząc po tym, jak szybko Ci wczoraj stanął, gdy zacząłem Cię dotykać.
 -Ale Ty wyglądasz, jak kobieta - walnął.
 -Nie, no dzięki Tom.
 -I może trochę mnie to pociąga, dobrze wiesz, jaki jestem w tych sprawach i nie zaszkodzi czasem spróbować czegoś nowego, ale obrzydza mnie fakt, że zrobiłbym to z własnym bratem.
 -Nie ciekawi Cię, jak to jest z mężczyzną? Jesteśmy identyczni, pewnie mamy te same słabości i czułe punkty. Dam Ci to, czego nie dała Ci żadna kobieta do tej pory. Przemyśl to chociaż.
 -Może i przemyślę, ale to, co zaszło między nami zostanie naszą tajemnicą, dobrze? - szepnął mi wprost do ucha.

Przytaknąłem, po czym Tom musnął delikatnie moje usta i wyszedł z pokoju zostawiając mnie samego nie odzywając się nawet słowem.

C.D.N.